Poprzedni temat «» Następny temat
Koralowe Kolumny
Autor Wiadomość
~Drachen

Dołączył: 15 Kwi 2018
Posty: 913
Wysłany: 2018-08-17, 11:07   

Polowanie zakończy się sukcesem!
 
     
Iarmil



Statystyki: K: 2 | Z: 2 | M: 5
Zdrowie: 90/100 (zadrapania na grzbiecie)
Wiek: 19 lat
Płeć:

Matka: Terysha
Ojciec: Reantrax

Posiadane: Przy sobie: 5x Kawał Mięsa, 1x Fosforyzująca Dynia | W grocie: 1x Dziewiczan, 1x Ametyst Bojowników, 1x Perła Zniknięcia

Zionięcie: Lód
Magia: Woda
Dołączył: 26 Lip 2018
Posty: 91
Wysłany: 2018-08-17, 17:51   
   Punkty Doświadczenia: 38


Nie był najszybszym smokiem, ale dzięki swojej budowie dał radę nabrać wyjatkowo dużej prędkości. Gryf zorientował się zbyt późno, a dokładniej w momencie gdy gad z wyjatkowa precyzja wystrzelił swój lodowy pocisk prosto w skrzydła stworzenia. W tym samym czasie, Iar wwbił zęby w jego kark. Potwór wydał z siebie głośny, przeraźliwy skrzek, czujac jak szczęki gada zaciskaja się na jego karku a jego zionięcie zaczęło zamrażać jego skrzydła, uniemożliwiajac mu latanie. Smok wbił pazury jednej łapy w gardło stwora, a druga łapa trzymał go w okolicach piersi. Wygladało to jakby się siłowali (albo, wyjatkowo boleśnie, przytulali, jak kto woli), chociaż gryf jedyne co mógł to wbijać swoje pazury w łapy gada.
Najlepiej, gdyby Iar mógł go całkiem unieruchomić a następnie lecieć prosto na ziemię by go dobić. Jednak suchy brzeg był zbyt daleko, a rozmywanie krwi w wodzie zwabiłoby więcej potworów. Musiał więc załatwić gryfa w powietrzu, chociaż ten wił się, próbujac się oswobodzić pomimo zmrożonych, bezużytecznych skrzydeł. A sam gryf był jednak ciężki.
Czuł ciepła, świeża krew na łapie, która trzymał ofiarę za gardziel. Gryf słabł, ale słabł również Iar. Nie miał jednak zamiaru porzucać zdobyczy, nie było nawet takiej opcji. Nie teraz.
Gad nagle zamachał szybko ogonem i z rozmachem wbił kolec znajdujacy się na jego końcu w brzuch gryfa. Stwór zaskrzeczał głośno z bólu, kiedy kolec przebił jego wnętrzności. Ze zdecydowanym ruchem ogona, Iar rozerwał tors gryfa i zamachał mocniej skrzydłami by się odwrócić w stronę ladu. Ofiara szamotała się coraz słabiej aż w końcu przestała, zarówno z utraty krwi jak i ogólnych obrażeń.
Będac zaraz nad ladem, gad puścił zdobycz by sama spadła na ziemię, sam zaś leniwie machnał skrzydłami po czym wyladował, dyszac ciężko. Łapy miał odrapane od gryfich pazurów, skrzydła obolałe od ciagłego machania nimi, krew ofiary ściekała z jego kolca oraz pyska, ale adrenalina zagłuszała ból. Nie mogła jednak zagłuszyć głodu, który mimo wszystko dawał się we znaki.
Bezceremonialnie przystapił do posiłku, zaczynajac od brzucha gryfa. Nie specjalnie przejmował się już tym, co było dookoła. Smoki, inne potwory, cokolwiek. Jedzenie miało pierwszeństwo.
_________________
In all honesty, and I mean every word
I’m not a freak
I’m not an act
I’m not a deity’s performance
  [Karta Postaci]
     
Iarmil



Statystyki: K: 2 | Z: 2 | M: 5
Zdrowie: 90/100 (zadrapania na grzbiecie)
Wiek: 19 lat
Płeć:

Matka: Terysha
Ojciec: Reantrax

Posiadane: Przy sobie: 5x Kawał Mięsa, 1x Fosforyzująca Dynia | W grocie: 1x Dziewiczan, 1x Ametyst Bojowników, 1x Perła Zniknięcia

Zionięcie: Lód
Magia: Woda
Dołączył: 26 Lip 2018
Posty: 91
Wysłany: 2018-08-27, 17:58   
   Punkty Doświadczenia: 38


Smok zajadał się gryfem w najlepsze, kiedy poczuł dziwne swędzenie na brzuchu. Próbował to zignorować, ale zaczynało sprawiać mu to wyjatkowy dyskomfort, szczególnie gdy ze swędzenia przeszło w łaskotki. Wykrzywił pysk w grymas, próbujac powstrzymać mimowolny chichot, po czym chcac czy nie chcac podrapał się po brzuchu. Nie sprawiło to jakiejś wielkiej ulgi, a wręcz pogorszyło łaskotanie.
Fuknał sfrustrowany, po czym odrabał większa część uda martwego gryfa na później. Poczekał aż się łaskotki uspokoja na tyle by się skoncentrować, po czym rozłożył skrzydła i odleciał.

z/t
_________________
In all honesty, and I mean every word
I’m not a freak
I’m not an act
I’m not a deity’s performance
  [Karta Postaci]
     
Mordred



Statystyki: K: 1 | Z: 1 | M: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 10
Płeć:

Matka: Shkashea
Ojciec: Ullevi

Posiadane: 1xPerła Zniknięcia

Zionięcie: Pioruny
Dołączył: 05 Lip 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-09-10, 18:32   
   Choroby i Kalectwa: Ślepota
   Punkty Doświadczenia: 53


Czerwonołuskiego handlarza przywiało także tutaj. Właściwie, gdzie on nie był? Zwiedził prawie cała krainę w poszukiwaniu surowców, a wciaż przecież był młodym smokiem. Nie miał małych, ani prawidłowej nory, ani faktycznych znajomych...
No tak, większość smoków zadawała się z takimi jak on tylko dla biznesu. Przeszkadzało mu to? Skadże. Hej, przynajmniej miał w miarę spokojna i relatywnie bezproblemowa egzystencję, gdzie nie musi się o siebie martwić i starać się nie umrzeć polujac czy walczac. Same plusy!
Tak więc klucha zwana powszechnie Mordredem, skakała z kolumny na kolumnę, w zagłębieniach wypatrujac swojego najnowszego celu. Perły zniknięcia. Ostatnio kiedy sprawdzał żadna mu nie została, a taka przecież była bardzo przydatna. Pozwalała na takie szybkie ucieczki, jeśli sytuacja zrobi się bardzo goraca, no i była całkiem cennym materiałem. Na chwilę przestał intensywnie myśleć o zaletach posiadania takiej perełki przy sobie, gdy wypadło mu przeskoczyć na inny wystajacy filar. Skok z miejsca nie był najprostszy, ale w dziwniejsze miejsca się pakował. Spiał mięśnie i hops! Już był w powietrzy. Pomógł sobie trochę machnięciem skrzydeł i zgrabnie wyladował na kolejnym palu. Bez żadnego znużenia zaczał po prostu przeszukiwać czujnym wzrokiem wody. W końcu, lepiej mieć perłę, niż jej nie mieć.
  [Karta Postaci]
     
~Drachen

Dołączył: 15 Kwi 2018
Posty: 913
Wysłany: 2018-09-11, 18:23   

Zdobywasz 1x Perła Zniknięcia
 
     
Mordred



Statystyki: K: 1 | Z: 1 | M: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 10
Płeć:

Matka: Shkashea
Ojciec: Ullevi

Posiadane: 1xPerła Zniknięcia

Zionięcie: Pioruny
Dołączył: 05 Lip 2018
Posty: 24
Wysłany: 2018-09-12, 21:04   
   Choroby i Kalectwa: Ślepota
   Punkty Doświadczenia: 53


I na tym palu nic nie znalazł, musiał więc przeskoczyć na kolejny. Powoli wyprostował się i położył cały, niemały w końcu ciężar na tylne łapy. Już miał skoczyć, kiedy nagle pod jego łapami złamał się ten martwy koral. Spanikowany smok zaczał bić skrzydłami jak oszalały, próbujac uciec od walacego się fragmentu rafy. Kiedy nagle podczas panicznej ucieczki w oko wpadł mu specyficzny odblask wody. Perła. Zawisł w powietrzu i utkwił w niej wzrok. Nie mógł tam wyladować, bo istniało ryzyko zwalenia większej części koralowca, ale musiał, absolutnie musiał dorwać ta perłę! No dawaj, wykombinuj coś...
Nagle Mordred wpadł na genialny pomysł. Dalej wiszac w powietrzu skorzystał ze swojej magii i nakazał wiatrom spokojnie podnieść jego cel zainteresowania. Nie był genialny w tej umiejętności, ale mógł kontrolować jej podstawy, prawda? Nie do końca. Wściekłe wiatry wyrwały perłę z kolumny, siekajac ja na części w procesie. Mordzio skrzywił się wyraźnie. Przynajmniej miał co chciał? Zanim ktoś zaalarmowany hałasem mógłby tu przybyć, smok uciekł szybko gdzieś w kierunku ladu.

z/t
  [Karta Postaci]
     
Sharakiel



Statystyki: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 12 lat
Płeć:

Matka: Shkashea (biologiczna), Mionel (przybrana)
Ojciec: Beravayn

Zionięcie: Nic
Magia: Umysł
Dołączył: 17 Wrz 2018
Posty: 9
Wysłany: 2018-10-10, 18:02   
   Choroby i Kalectwa: Przeziębienie (14.10)
   Punkty Doświadczenia: 20


Nie był do końca pewien, co przywiodło go w te strony. Ostatnimi czasy nie zapuszczał się zbyt daleko od znanych mu doskonale, lesistych terenów, gdzie łatwiej mu było się ukryć. Lecz od czasu do czasu nawyki, jakich nabył podczas tych wszystkich latach, które spędził na włóczędze po krainie, dawały się we znaki, skłaniając Sharakiela do zwiedzania. W młodym smoku wciąż tkwiła ciekawość, czemu nie należy się raczej dziwić.
Niemniej, jakiś zbieg okoliczności sprawił, iż dzisiejszego dnia Sharakiel pojawił się nad morzem, szybując nieśpiesznie nad połyskliwymi falami. Ślepia obserwowały lśniącą toń, jakby czegoś wypatrując, choć niekoniecznie było to prawdą. Czynił to raczej bezwiednie, myślami przebywając gdzieś indziej.
Z niejakiego zamyślenie wyrwał go widok wystających z morza kolumn. Zainteresowany, zmienił kierunek lotu i poleciał ku jednej z nich, by bliżej się przyjrzeć. Być może w pobliżu znajdzie coś, co uzna za interesujące. Podleciał bliżej i kilkukrotnie okrążył koralową konstrukcję, przyglądając się jej uważnie. Nie sprawiała wrażenia zbyt stabilnej, co poniekąd zniechęciło samca do prób lądowania, wczepiając się w nią pazurami. Zamiast tego okrążył ją po raz kolejny i skierował się ku kolejnej wyrastającej z morskiej toni kolumnie.
Zbadał w ten sposób jeszcze kilka z nich, przyglądając się im uważnie. Następnie, zmęczony już nieco lotem, zawrócił, kierując się ku stałemu lądowi. Wylądował dość ciężko, składając szybko skrzydła, by po chwili przysiąść na jakimś przypadkowym kamieniu. Pochylił nieco łeb, aby przyjrzeć się z niejakim zaciekawieniem czemuś, co trzymał w łapie. Wyglądało na czaszkę drobnego zwierzęcia, która leżała w pobliżu wystarczająco długo, by całkowicie wyschnąć i zbieleć na słońcu. Leżąc spokojnie na jakiejś nierówności jednej z kolumn, przykuła ona uwagę samca na tyle, że ten postanowił ją zabrać. Być może i tę zawiesi sobie na okolicznym drzewie otaczającym jego leże. Swoją drogą, dość niecodzienne miejsce, by odnaleźć kawałek kości - czy coś wdrapało się tam, tylko po to, by wkrótce tam zdechnąć? A może była to ofiara jakiegoś drapieżnego ptaszyska, które niegdyś gniazdowało na tamtej kolumnie?
Sharakiel zmienił pozycję na leżącą, postanawiając nieco odpocząć. Ślepia skierował ku morzu.
  [Karta Postaci]
     
Kemusnahan



Statystyki: K: 1 | Z: 1 | M: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 23 lata
Płeć:

Matka: Mionel
Ojciec: Kalandir

Posiadane: 1x Tęczowy Turmalin, 1x Kwarc Nieuchwytnych, 1x Serce Potwora (kawał mięsiwa!), 2x Senniczak Lazurowy, 2x Ametyst Bojowników

Zionięcie: Nic
Magia: Umysł
Dołączył: 05 Lip 2018
Posty: 97
Wysłany: 2018-10-10, 18:31   
   Punkty Doświadczenia: 118


Kemusnahan natomiast, w przeciwieństwie do Sharakiela, wiedział doskonale, po co tutaj przybył. Słyszał, iż niedaleko aż roi się od pewnych pereł o dość niecodziennych właściwościach, zwanych perłami zniknięcia. Im bardziej jednak kołował w poszukiwaniu tychże, tym bardziej męczyły go dwie myśli, mające rzekomo wyjaśnić niegłupiemu aż tak znacznie uzdrowicielami, dlaczego do tej pory - pomimo wielu godzin poświęconych na przeszukiwaniu wybrzeża tu i ówdzie, w tę i z powrotem - nie znalazł ani jednej sztuki: albo został najzwyczajniej oszukany lub niecelowo wprowadzony w błąd, albo było tutaj coś przed nim; coś, co wyczyściło pobliskie ziemie z wszystkiego, co przydatne. Myśl ta wydała mu się bardzo niepokojącą a co za tym idzie - niemal od razu założył, iż była prawdziwą. Tak, tak, Kemusnahan miewał w zwyczaju zakładanie najczarniejszych scenariuszy oraz niemal natychmiastowe uwierzenie w to, że jest dupiato. Trudniej było mu pojąć, że życie bywa (chociażby krótkimi momentami) znośne, kolorowe, przyjemne. Być może szereg doświadczeń, dźwiganych przez pustomiota niczym swoisty bagaż, nakazywały przyjmowanie podobnych postaw. Być może też winna była zwyczajna zdolność chłodnego osądu sytuacji, niezmącona żadnymi emocjami, nadziejami, przekonaniami. Potrafił kalkulować, nie był też najgorszym obserwatorem. Zwierzyny bylo coraz mniej; coraz lichsze były również pokłady przydatnych do przetrwania surowców. Czuł, że dzieje się coś niedobrego i chociaż nie był w stanie jeszcze ocenić, co takiego miałoby się zdarzyć ani nawet nie potrafił dokładnie sprecyzować skąd owe przeczucie - wierzył mu bezgranicznie. Efekt podsyciło ciało rozkładającego się podrostka smoczej nacji, z rozszarpanym doszczętnie brzuchem, jakby jakieś potworzysko gustowało w smoczych kiszkach. Niedobrze. Czas umierać?
Kemusnahan był smokiem raczej drobnej postury, sprawiającym wręcz wrażenie mikrusa pośród rówieśników. I chociaż ostatecznie długością ciała nieszczególnie różnił się od innych przedstawicieli gatunku, o tyle smukła sylwetka, nieco wydłużone ciało oraz ogólnie rozumiana szczupłość (aczkolwiek nie myślcie, że przy tym był mizerotą, bo tkanka mięśniowa nienagannie rozwinięta, aczkolwiek nie mącąca przy tym wrażenie estetyki, delikatności i nie zaburzająca ogólnych proporcji!) sprawiały, że często nie był traktowany poważnie. Niemniej, cóż, nie był już najmłodszy i chociaż do emerytury wciąż pozostawało kilka dobrych latek, kilkugodzinne oblatywanie Krainy dalo się we znaki. Skrzydła zaczynały odmawiać posługi, a długotrwale napinane mięśnie z wolna sprawiać poczęły dyskomfort, lada moment mający przerodzić się w ból. Nie chciał tutaj utknąć, tak więc postanowił odpocząć chociażby krótki moment, lądując dość nieporadnie (a niby wyglądał jak łabędź wśród smoków - skąd ten brak gracji i elegancji?!) raptem kilkanaście metrów od smoka. Smoka, którego idiota nawet nie zauważył - a przy najmniej nie od razu. Kiedy już dostrzegł jego obecność, zdecydowanie nazbyt późno było na udawanie, iż jest inaczej, dlatego skinął czerepem w ramach powitania.
- Przeszkodzi ci jak na moment spocznę niedaleko? - spytał. Nie dlatego, że był tak wspaniale wychowany i aż tak znacznie liczył się z kaprysami innych jednostek. Kemusnahan nader wszystko cenił sobie święty spokój. A aby go utrzymać - należało utrzymywać neutralne stosunki z jak największą liczbą smoków.
  [Karta Postaci]
     
Sharakiel



Statystyki: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 12 lat
Płeć:

Matka: Shkashea (biologiczna), Mionel (przybrana)
Ojciec: Beravayn

Zionięcie: Nic
Magia: Umysł
Dołączył: 17 Wrz 2018
Posty: 9
Wysłany: 2018-10-10, 19:24   
   Choroby i Kalectwa: Przeziębienie (14.10)
   Punkty Doświadczenia: 20


Stwierdzenie, że Sharakiel należał do optymistów byłoby oczywistym kłamstwem. Być może przyczyny takiego stanu rzeczy można by się doszukiwać w jego, niełatwej jakby nie patrzeć, przeszłości, a może była całkowicie odmienna - niemniej podobnie, jak Kemusnahana, samca często dręczyły czarne myśli. Tak i było teraz, póki przybysz nie przerwał jego rozmyślań. Nie sposób było dostrzec, iż ostatnimi czasy coraz trudniej było o zwierzynę. Okolice, które dotychczas uważał za całkiem dobre tereny łowieckie, pustoszały. Pustomiot nie był pewien, co mogło być tego przyczyną. Zwykła migracja zwierząt? Być może po prostu przenosiły się one w inne, żyźniejsze, czy bezpieczniejsze części krainy. A może coś zgoła innego, coś większego i bardziej niepokojącego? Niektóre pogłoski, jakie, powtarzane wielokrotnie z ust do ust dotarły także i do uszu Skarakiela, wskazywałyby na to drugie. Coś ewidentnie się działo i to nie było nic dobrego. O ile oczywiście zasłyszane gdzieś przypadkowo plotki były prawdziwe. Nietrudno bowiem coś zmyślić, przeinaczyć. Informacja przenoszona przez wiele języków koniec końców mogła stać się bardziej zmyśloną historią kryjącą ziarnko prawdy, niż istotnym faktem. Lecz kto wie? Na pewno nie Sharakiel. Nie był on skłonny wierzyć niczyim słowom, póki na własne oczy nie zobaczy dowodów.
Władanie mocą umysłu potrafi zmienić sposób postrzegania innych. Gdy ma się wgląd w czyjeś myśli, przez krótką chwilę można dokładnie poznać wszystkie jego kłamstwa, głęboko skrywane lęki i żądze, nad którymi nie jest w stanie zapanować. Sprawia, że dostrzega się dokładniej, niż wcześniej, jak łatwo jest sformułować słowa przeczące myślom. Dlatego też Sharakiel nie wierzył już słowom.
Bezwiednie obracając w łapie znaleziony kawałek kości i patrząc w dal, zastanawiał się właśnie, co począć dalej, kiedy jego uwagę przykuł łopot skrzydeł. Otrząsnął się z zamyślenia i rozejrzał, chcąc zlokalizować źródło dźwięku. Zlokalizowanie rosnącej stopniowo smoczej sylwetki nie zajęło mu zbyt długo. Fuknął cicho, wbijając wzrok z nieznajomego gada, przyglądając mu się czujnie. Oczywiście, na widok innego smoka mimowolnie spiął mięśnie, podciągnął łapy pod pierś i nieznacznie uniósł skrzydła, by w razie ataku być gotowym na obronę. W końcu nie wiadomo, czy obcy nie ma złych zamiarów. Sharakiel nie mógł być tego pewien, zwłaszcza, iż w przeszłości sam niejednokrotnie najpierw gryzł, potem zadawał pytania.
Jednakże, nieznajomy samiec wydawał się z jakiegoś powodu początkowo go nie dostrzegać, przynajmniej póki nie wylądował tuż obok. Nieco go to zdziwiło - w końcu nie krył się ze swoją obecnością, a, jakby nie patrzeć, rzucał się w oczy. Obrzucił drugiego gada uważnym spojrzeniem, jakby go oceniając. Smukły, lekkiej budowy samiec, zdecydowanie odmienny od ciężkiego, krępego pustomiota. Słysząc jego słowa, poruszył nieznacznie ogonem.
- Gdyby było inaczej, właśnie teraz skakałbym już do ciebie z pazurami - odrzekł w odpowiedzi na zadane pytanie, przywołując na pysk krzywy półuśmiech. Rozluźnił się przy tym nieco, dając tym samym do zrozumienia przybyszowi, że w najbliższej przyszłości nie ma na nic podobnego ochoty. Głos miał nieco schrypnięty od dłuższego nieużywania. W przeciwieństwie do Kemusnahana niewiele go obchodziło zrobienie dobrego wrażenia.
  [Karta Postaci]
     
Kemusnahan



Statystyki: K: 1 | Z: 1 | M: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 23 lata
Płeć:

Matka: Mionel
Ojciec: Kalandir

Posiadane: 1x Tęczowy Turmalin, 1x Kwarc Nieuchwytnych, 1x Serce Potwora (kawał mięsiwa!), 2x Senniczak Lazurowy, 2x Ametyst Bojowników

Zionięcie: Nic
Magia: Umysł
Dołączył: 05 Lip 2018
Posty: 97
Wysłany: 2018-10-10, 19:50   
   Punkty Doświadczenia: 118


Gdyby tylko wojownik podzielił się z fioletawym smoczkiem pomysłem, że zwierzyna jedynie wyemigrowała w poszukiwaniu lepszych, bogatszych w pokarm miejsc... cóż, z pewnością Kemus nie łudziłby się, że to prawda - a przynajmniej nie wierzyłby w sielankowy jej wydźwięk. Owszem, zwierzyna znikała. Nawet gdyby jedynie w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia - czy smoki nie powinny pójść w ich ślady? W końcu bez zwierzyny i wielkie gadziny poczną padać jak muchy. Poza tym coś musiałoby być na rzeczy - jakiś czynnik sprawiający, że albo żyzność tutejszej gleby drastycznie spadła, albo istnienie większych stworzeń, które może bezpośrednio, a może jedynie pośrednio, przyczyniły się do znikania tamtych. Wyżerały pożywienie albo jawnei przeganiały z Drachenu mniejszych, mniej groźnych i niepotrafiących o siebie zadbać jegomościów. W końcu Kemusnahan nie zaobserwował nagłego zwiększenia liczby łownej zwierzyny. Dlaczego więc pokarmu nagle zaczęło brakować?
Na szczęście żadna z uwag nie wypłynęła, nie zmuszając Kemusnahana do przegrzewania makówki i zastanawiania się nad kontrargumentami czy przeciwnie, dodatkowymi argumentami mającymi poprzeć wysnuwaną przez drugiego samca tezę. Uzdrowiciel, chociaż w pewnych szeregach mógłby uchodzić za całkiem bystrego oraz niegłupiego, nie był typem filozofa czy dobrego partnera w dyskusji. Nie lubił prezentować własnego zdania, jeśli nie miał ku temu jakiś większych powodów aniżeli samo zaprezentowanie, że i on posiada jakieś tam opinie. Póki jego przekonania nie ratowały jego tyłka (lub tym bardziej tyłka bliskich mu istot) - nie wywlekał ich na światło dzienne, jedynie w duszy cierpiąc z powodu nierzadkiego niedouczenia rozmówcy. Zresztą po co pokazywać komukolwiek, że się myli? Po to, aby go speszyć czy zażenować? A może dlatego, by samemu podsycić własne ego? Cóż, zdecydowanie żadna z tych alternatyw po prostu fioletowemu nie leżała.
Kemusnahan nie miał pojęcia, jak bardzo byli (przynajmniej pod pewnymi względami) do siebie podobnymi. Jednocześnie zaś niezmiernie się od siebie różnili. Obojgu niezmiernie daleko było do uśmiechniętych smoczków ganiających za różowymi jednorożcami, obaj nie zwykli wierzyć w kazde serwowane im słowo, obaj władali tą samą arkaną magii. Kemunashan jednak nienawidził losu, który pozwolił mu na grzebanie w czyichś umysłach i niemal nigdy nie posuwał się tak daleko. Myśli, najintymniejsze i najbardziej "nasze", powinny pozostać nietkniętymi przez obcych. Inna rzecz, że faktycznie obawiał się, iż pewnego dnia od nadmiaru czyichś sekretów najzwyczajniej zwariuje, a na to nie mógł sobie pozwolić. Nie teraz, kiedy istniały stworzenia, o które chciał dbać - a zdecydowanie nie mógłby chronić bliskich, kiedy myśli obcych kompletnie pomieszają się z jego własnymi. Cudze zatem przechwytywał zazwyczaj przez przypadek, chłonąc je w formie strzępów niespójnych informacji. Brzydził się tego, że był w stanie babrać się w czyichś głowach. Zwłaszcza, że sam swojej własnej w pełni nie pojmował... Z drugiej strony wiedział doskonale, jak niedoskonałym jest tworem - dlatego, chociaż wiadomo, że to niemożliwe, starał się przy innych nie odsłaniać swoich emocji, myśli, przekonań. Sprawiał wrażenie zimnego i gburowatego, nierzadko dlatego go odrzucano. Nikogo nie winił; nikogo poza samym sobą. Zaniżona samoocena i przekonanie o tym, że potrafi tylko wszytko niszczyć (nieświadomie nawet, olaboga!) sprawiały, że dobrowolnie wycofywał się z życia w jakiejkolwiek grupie, nawet niewielkiej - rodzina, przyjaciele, partnerka. Samemu było mu najwygodniej, bo tylko wtedy mógł podejrzewać, że uda mu się nie wyrządzić najmniejszego zła tym, których kocha, a którzy z pewnością na to nie zasługują. Anioł stróż, zawsze w ukryciu - niemniej gotów osłonić własnym ciałem przed złem. Tyle, że tego ciała... cóż, za wiele nie było... Jak widać nawet tarcza z niego słabiuchna!
Nie lustrował niecodziennie się prezentującego gada spojrzeniem więcej, niźli absolutnie koniecznym. Zapamiętał facjatę, spróbował spamiętać dźwięk głosu, zapach, sposób poruszania się czy nawet akcentowania poszczególnych sylab. Wychodził z założenia, że nigdy nie wiadomo, jaka informacja w danym momencie okaże się najkorzystniejsza, niezbędna, istotna.
Na odpowiedź kompana skłonił jedynie czerepem, nieco swobodniej siadając na twardym podłożu. Wzrok utkwił gdzieś obok głowy tamtego, ot, żeby nie wlepiać prowokacyjnie weń spojrzenia, lecz jednocześnie zarejestrować nagły ruch ze strony tamtego. W otwartej potyczce nie miałby z nim najmniejszych szans. Pozostawała zatem ucieczka - niemniej i ta nie wchodziła szczególnie w grę, skoro umęczone mięśnie zawieść by go mogły co najwyżej w toń oceanu. Za wszelką cenę nie mógł pozwolić sobie na to, by wyzwolić w tamtym złość. A po jego słowach wnioskował nieśmiało, że ma do czynienia z dość porywczą jednostką. W samym Kemunashanie zaś nie było niczego z wojownika.
- Nadchodzi coś niedobrego - zauważył zatem tylko, nawet nie tonem mądrego wieszcza, lecz dość swobodnie, jakby właśnie opisał kolor nieba czy trawy. - Nie odczuwasz niepokoju?
  [Karta Postaci]
     
Sharakiel



Statystyki: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 12 lat
Płeć:

Matka: Shkashea (biologiczna), Mionel (przybrana)
Ojciec: Beravayn

Zionięcie: Nic
Magia: Umysł
Dołączył: 17 Wrz 2018
Posty: 9
Wysłany: 2018-10-11, 12:43   
   Choroby i Kalectwa: Przeziębienie (14.10)
   Punkty Doświadczenia: 20


Samemu Sharakielowi również daleko było od filozofowania. W oczach większości gadów z całą pewnością nie był typem myśliciela - często wręcz przeciwnie. Ponieważ, choć być może nie sprawiał wrażenie osobnika zwyczajnie głupiego, z całą pewnością wiele napotkanych smoków przypinało mu łatkę nieokrzesanego, nerwowego dziwaka. Zwykle mówił to, co myśli, a to z kolei nierzadko brzmiało jak wytwór chorego umysłu, w dodatku niezwykle łatwo się irytował, czemu bez wahania dawał upust. Być może poniekąd wynikało to z faktu, iż przez te wszystkie lata nawykł już do życia w samotności. W przeciwieństwie do uzdrowiciela bowiem, nie miał nikogo, kogo mógł nazwać swym bliskim. Owszem, utrzymywał kontakt z przybraną matką, lecz ich relacje, choć wciąż całkiem przyjazne, ulegały stopniowemu pogorszeniu z winy samego samca - czego ten nieszczególnie nawet był świadomy. Jednakże nigdy nie miał przy sobie kogoś, kogo mógł nazwać przyjacielem, o głębszych relacjach nawet nie wspominając. Tak, czy owak, być może dziwactwo pustomiota poniekąd wynikało z jego samotności... A może miało swe korzenie gdzie indziej?
On sam uważał swe zdolności za moc będącą jednocześnie darem i przekleństwem. Z jednej strony mogła dać mu pewną przewagę, nie tylko w walce. A i podczas takowej mogła okazać się przydatna, na rozmaite sposoby. Mógł wprowadzić mętlik w głowie, zdezorientować, czy chociażby wywołać strach, co później byłby w stanie wykorzystać na swoją korzyść. Bądź wydobyć jakąś informację bezpośrednio z czyjejś głowy, bez pośrednictwa często kłamliwego smoczego języka. Lecz z drugiej strony zdolność grzebania w czyiś głowach odzierała go z resztek zaufania względem innych gadów. Jakże łatwo w końcu sformułować słowa, które przeczą myślom? Uświadomiło mu również, jak w gruncie rzeczy niedoskonały jest smoczy umysł. Nawet bez pomocy magii łatwo jest na niego wpływać, zmieniać, być może nawet zniszczyć. Ów rozum, który odróżniał smoki od wielu otaczających je, bezmyślnych bestii, niezwykle łatwo postradać. Niejednokrotnie Sharakiel zastanawiał się, jak daleko mu od całkowitego szaleństwa. Kiedy wreszcie coś naruszy tę delikatną konstrukcję jego umysłu, sprawiając, że legnie ona w gruzach. Już teraz w jego głowie panowała burza, często jeszcze wzmocniona przez myśli innych. Ci, którzy powtarzali, iż władanie arkaną umysłu może doprowadzić do obłędu mieli rację.
Niekoniecznie brzydził się swej umiejętności wniknięcia w umysły innych, dotknięcia najbardziej intymnych z ich myśli - lecz jednocześnie bał się, iż kiedyś znajdzie się ktoś, kto uczyni to samo z nim samym. Choć nie posiadał zbyt wielu sekretów, gdzieś na dnie jego umysłu czaiły się wspomnienia. Często niekoniecznie przyjemne. Wiele porażek, upokorzeń, które odsłoniłyby jego słabość. A wszak jedyne, czego pragnął, to stać się silniejszym.
Kemusnahan, ze względu na tę świadomość niedoskonałości smoczego umysłu starał się ukrywać swe emocje. Sharakiel obrał wręcz przeciwną strategię. Był często wręcz do bólu szczery i nie skrywał swych prawdziwych myśli za fałszywą maską. Być może zwyczajnie nie chciał chować sekretów, na wszelki wypadek gdyby ktoś kiedyś takowe odkrył. Jedyne, co pragnął ukryć przed światem to świadomość własnej słabości. Zielonkawy smok miał jedno pragnienie - stawać się coraz potężniejszym. Lecz wiedział doskonale, jak daleko mu do jego realizacji.
Nie uszedł jego uwadze fakt, że jego towarzysz stara się zachować ostrożność, co zresztą wcale go nie dziwiło. W końcu nie można do końca zaufać każdemu jednemu napotkanemu smokowi. Nie każdy w końcu ma dobre intencje. Zresztą, Kemusnahan, w przeciwieństwie do niego, sprawiał wrażenie gada, który raczej stroni od bezpośredniej walki. Nie chciał konfliktu, dlatego też starał się nijak go nie prowokować. Wojownik dostrzegł to wyraźnie - w jego ostrożnych ruchach, czy też nienachalnym spojrzeniu. To ostatnie akurat przypadło mu do gustu. Nie lubił, gdy inne smoki gapią się na niego jak na dziwadło. Jeśli ktoś chciałby doprowadzić go do wściekłości, najskuteczniejszą metodą było właśnie danie mu do zrozumienia, że uważa go się za odmieńca.
Na słowa samca zmarszczył nieznacznie czoło i poruszył niespokojnie ogonem. Milczał przez parę sekund, jakby się nad tym zastanawiając. Czy rzeczywiście się obawiał? Być może, choć niekoniecznie wiele w tym było czystego strachu. Raczej niepokoił się, co przyniesie przyszłość.
- Nie wiem - mruknął więc po chwili. - Czuję jedynie, że w przyszłości będziemy musieli wszyscy się z czymś zmierzyć. Coś się dzieje, i to nie jest nic dobrego... - urwał na chwilę, a kolce na grzbiecie nastroszyły się na sekundę, by zaraz potem opaść.
  [Karta Postaci]
     
Kemusnahan



Statystyki: K: 1 | Z: 1 | M: 1
Zdrowie: 100/100
Wiek: 23 lata
Płeć:

Matka: Mionel
Ojciec: Kalandir

Posiadane: 1x Tęczowy Turmalin, 1x Kwarc Nieuchwytnych, 1x Serce Potwora (kawał mięsiwa!), 2x Senniczak Lazurowy, 2x Ametyst Bojowników

Zionięcie: Nic
Magia: Umysł
Dołączył: 05 Lip 2018
Posty: 97
Wysłany: 2018-10-16, 17:48   
   Punkty Doświadczenia: 118


wybacz zwłokę i kompletnego gniota, ale od wczoraj zmagam się z cholerną migreną D:

Kemusnaham był ostatnim, jeśli chodziło o przypinanie jakichkolwiek łatek - zwłaszcza po pierwszym, drugim czy nawet trzecim spotkaniu. Uważał, że aby kogoś poznać w niewielkiej nawet mierze potrzeba znacznie więcej czasu i uwagi poświęconej danemu osobnikowi. Wiedział doskonale, jak złośliwe i mylące bywają pozory, toteż nie zawierzał im nigdy, lecz najmniejsze nawet domysły pozwalał poddawać weryfikacji - czy to świadomie i zamierzenie, czy poprzez zwyczajne oczekiwanie na dalszy rozwój wypadków. Nie oznaczało to jednak, by jakiekolwiek opinie się w jego łbie nie tworzyły, bo w końcu nie było to możliwym; ot, nie pozwalał po prostu, by zakrzywiały one postrzeganie rzeczywistości i innych osobników. Mógł sobie pomyśleć "ten sprawia wrażenie niebezpiecznego, nie wahającego się przed użyciem siły", jednak nie powiedziałby tego na głos póki zielono-szary nie udowodni, iż podejrzenia były słuszne. Jednocześnie przekonań nie chciał sprawdzać na siłę, nie prowokował zatem tamtego ani nie był dlań nieuprzejmym - bo tamten przecież, póki co, w mierze najmniejszej na to nie zasłużył. Tym bardziej nie widział, nie doszukiwał się w postaci rozmówcy odmieńca. Owszem, prezentował się dość niecodziennie naszpikowany kolcami niczym jeż, z charakterystycznymi czułkami i skrzydłami niczym u muchy czy oczami rodem z pajęczej głowy, niemniej czy czyniło go to mniej smoczym? W żadnym razie! Kemusnahanowi za to brakowało masy i krzepy, której tamten zdawał się mieć wręcz nadto. Zdecydowanie atutami fioletowego była zwinność, szybkość czy doskonała skrętność smukłego ciała. Siły jednak w nim... no, cóż, niewiele. I nawet, biedaczysko, zionięcia nie miał!
Na szczęście jakoś nauczył się żyć z tymi wszelkimi "mankamentami", dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu akceptując kolejne skrawki swojej odmienności czy wybrakowania.
- Jak uważasz, co jest poza Drachenem? Być może i my powinniśmy wyemigrować, zanim to coś wyciągnie po nas łapę? Już dostatecznie wiele młodzików poległo, jak tak dalej pójdzie staniemy się wymarłym gatunkiem - zauważył spokojnie, przerywając nieco niepokojącą ciszę, która zapadła po wypowiedzi wojownika.
  [Karta Postaci]
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Forum Chronione Prawami Autorskimi©
Niektóre treści tutaj umieszczone nie należą do autorów forum ani jego użytkowników i nie są do nich roszczone żadne prawa.
Administracja forum nie odpowiada za swoich użytkowników.
Contact for illegal use of the image - drachen[at]drachen.webd.pro


Vampire Knight
Bannery